|
BLOG
03 marca 2011, 09:39
Odpowiedzialność po niemiecku
Stało się. Niemiecki minister obrony podał się do dymisji. Właściwie nie ma w tym nic zaskakującego. Takie prawa demokracji. Ale w moim odczuciu jest w tej sytuacji coś nader interesującego z punktu widzenia obserwatora nie tylko niemieckiej, ale także polskiej sceny politycznej.
Zacznijmy jednak od początku, tj. od przyczyny zmian na szczytach niemieckiej polityki. A jest ona banalna i oczywista. W pracy doktorskiej Theodora zu Guttenberga, dodajmy najpopularniejszego (do niedawna) niemieckiego polityka, wskazano fragmenty, które pochodziły z tekstów innych autorów, a nie były opatrzone przypisami. I coś, co jest normą na polskich uczelniach wyższych, w Niemczech nazwane zostało po imieniu: plagiat. Czyli kradzież i oszustwo. Rzecz osoby polityka, ministra niemieckiego rządu, niegodna. Burza w niemieckich mediach nie trwała długo, a jej wymowa była jednoznaczna. W jej wyniku, już po kilkunastu dniach, polityk bawarskiej CSU, początkowo zaprzeczając, iż dokonał celowego plagiatu, zrzekł się posługiwania tytułem naukowym do czasu wyjaśnienia sprawy. Wczoraj podał się także do dymisji. Oznacza to koniec jednej z najbardziej błyskotliwych i obiecujących karier politycznych. 40-letni arystokrata, którego poparcie wśród Niemców szacowano na 80%, a w samym CDU rozważano jego kandydaturę na następcę Angeli Merkel, znika z życia politycznego. Zapyta ktoś, co ta sytuacja ma wspólnego z Polską? Otóż ma. A właściwie nie ma, ale mieć powinna. Nieubłaganie nasuwają mi się skojarzenia z kampanią przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku. Wtedy to, ówczesny kandydat na prezydenta Aleksander Kwaśniewski skłamał, iż posiada tytuł magistra. Powtórzmy to bardzo wyraźnie – skłamał! Oszukał swoich wyborców. I co? I został wybrany na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. I to dwukrotnie! Słowo klucz, które według mnie spaja te dwie sytuacje, które jak w soczewce obnażają różnicę między poziomem życia politycznego Polski i naszego zachodniego sąsiada, to odpowiedzialność. Za słowa, za czyny, za decyzje, za błędy. Polityk (czy tak rzadko dziś w Polsce używane w dyskursie publicznym określenie: mąż stanu), wybrany przez obywateli, jako ich przedstawiciel, ponosi pełną odpowiedzialność za swoje działania. Na zachodzie nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, co dobitnie pokazuje przykład zu Guttenberga. A Polska? A w Polsce słyszymy, że na miejsce na listach wyborczych mają ochotę "Zbychu" i "Miro". Janusz Lewicki Wpis edytowany przez Teologia Polityczna 1 raz (ostatnio 03 marca 2011, 13:23). Teologia Polityczna
KOMENTARZE
1. 03 marca 2011, 10:29 Właśnie napisałem tekst na ten temat, miałem publikować, ale Pan mnie wyprzedził, więc nie opublikuję bo boję się plagiatu :) Wtedy to, ówczesny kandydat na prezydenta Aleksander Kwaśniewski skłamał, iż posiada tytuł magistra. Powtórzmy to bardzo wyraźnie – skłamał! Oszukał swoich wyborców. I co? I został wybrany na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. I to dwukrotnie! A tak poważnie: Można oczywiście mnożyć fakty i rzucać nazwiskami, ale nie w tym rzecz. Chodzi o czystą poprawność, styl uprawiania polityki i reakcje Polaków, ich wybory i decyzje. Chyba zostaje napisać nam „zażalenie do Pana Boga”. A w Polsce słyszymy, że na miejsce na listach wyborczych mają ochotę "Zbychu" i "Miro".A to tak na gorąco. Pozdrawiam 2. 03 marca 2011, 15:09 Nie miałem oczywiście ambicji formułowania ogólnej teorii. Punktem wyjścia dla mojej krótkiej refleksji była sprawa konkretnego polityka. Stąd, dla symetrii, uznałem za właściwe wskazanie przypadku prezydenta Kwaśniewskiego. Zgadzam się, iż to tylko przejawy, a nie przyczyny. A najciekawsze pytanie brzmi przecież „dlaczego?”. Bardzo dziękuję za komentarz Z poważaniem Janusz Lewicki 3. 03 marca 2011, 15:45 CYTAT: "Polityk {....}, wybrany przez obywateli, jako ich przedstawiciel," Jacy obywatele - tacy przedstawiciele. 4. 03 marca 2011, 16:31 Cytat: CYTAT: "Polityk {....}, wybrany przez obywateli, jako ich przedstawiciel,"Otóż to! Co do tekstu to dodałbym coś z tego o czym ostatnio sporo piszę na dolnoślązakach - o degradacji dobrych obyczajów, z którymi wiążą się takie cechy ludzkie jak uczciwość, odpowidzialność, pracowitość, ale przede wszystko honor. Gdyby nasi politycy mieli odrobinę honoru dawno podaliby się do dymisji. Jeśli powierzono mi zadanie - nie jestem w stanie mu sprostać to rezygnuję. 5. 03 marca 2011, 17:38 Mam jednak pewne wątpliwości, czy takie jednoznaczne scalanie naszych politycznych „elit” z narodem jest w pełni uprawnione. Należałoby się zastanowić, na ile Polacy rzeczywiście mają wpływ na wybór swoich przedstawicieli. I przede wszystkim, na ile świadomi są swoich wyborów. Mam na myśli chociażby układanie list wyborczych, gdy partyjnych liderów „upycha” się w okręgach, z którymi nie mają wiele wspólnego, ale mają pewność wygranej (lub nie robią „tłoku” w innym regionie). Albo obraz polityków, który dociera do ludzi poprzez media. Czy jest prawdziwy? I w jakim stopniu? Wydaje mi się, że przykład śp. prezydenta Kaczyńskiego jasno pokazał, że na linii media-odbiorca dochodzi do istotnych przekłamań. Ale oczywiście widać jasno emanację wielu cech (zazwyczaj negatywnych) Polaków u ich „wybrańców” Panie Janie, na odpowiedzialność zwróciłem szczególną uwagę. Honor, sumienność, uczciwość, „racja stanu” – wydaje się że zbyt wiele słów (i postaw) odeszło w polskich realiach do lamusa. Pozdrawiam Janusz Lewicki 6. 03 marca 2011, 21:21 Cytat: Mam jednak pewne wątpliwości, czy takie jednoznaczne scalanie naszych politycznych „elit” z narodem jest w pełni uprawnione. Należałoby się zastanowić, na ile Polacy rzeczywiście mają wpływ na wybór swoich przedstawicieli. I przede wszystkim, na ile świadomi są swoich wyborów. Mam na myśli chociażby układanie list wyborczych, gdy partyjnych liderów „upycha” się w okręgach, z którymi nie mają wiele wspólnego, ale mają pewność wygranej (lub nie robią „tłoku” w innym regionie). Albo obraz polityków, który dociera do ludzi poprzez media. Czy jest prawdziwy? I w jakim stopniu? Wydaje mi się, że przykład śp. prezydenta Kaczyńskiego jasno pokazał, że na linii media-odbiorca dochodzi do istotnych przekłamań. Ale oczywiście widać jasno emanację wielu cech (zazwyczaj negatywnych) Polaków u ich „wybrańców”Zgadzam się z Panem, że przede wszystkim jest tutaj problem na ile demokracja jest na prawdę demokracją, a na ile oligarchią. To drugie chyba bardziej przystaje do rzeczywistości zarówno w Polsce jak i w Europie. Co do tych cech jakie odeszły do lamusa to fakt, że w polskich realiach nie mają one odzwierciedlenia, jednakże należy podejmować próby ich przywracania. Pozdrawiam, JanĆwięcek 7. 03 marca 2011, 23:03 @ Janusz Lewicki (TP) Mam jednak pewne wątpliwości, czy takie jednoznaczne scalanie naszych politycznych „elit” z narodem jest w pełni uprawnione. Należałoby się zastanowić, na ile Polacy rzeczywiście mają wpływ na wybór swoich przedstawicieli. I przede wszystkim, na ile świadomi są swoich wyborów. W rzeczy samej. Tknął Pan problem na osobny tekst. Dziedzina: Marketing polityczny. 8. 04 marca 2011, 08:33 Cytat: (...) na ile Polacy rzeczywiście mają wpływ na wybór swoich przedstawicieli. I przede wszystkim, na ile świadomi są swoich wyborów. (...)A czy ktoś ich do tego przyuczył? Co tu daleko szukać: wszak na tym forum jeden z prominentnych blogerów napisał, że nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za skutki wyboru PO... 9. 05 marca 2011, 08:50 Sprawa nie jest jednak tak prosta. Joschka Fischer - pomimo, że uczestnicząc w zadymach organizowanych w ramach rewolty pokolenia 68 r. rozwalił jednemu z policjantów kamieniem głowę i pomimo udzielania pomocy (choć ponoć nieświadomie, znaczy - się "nie zaciągał") terrorystom - nie podał się do dymisji, i co najważniejsze media zasadniczo mu to odpuściły. Cohn-Bendit - mimo nie mniej radykalnej przeszłości i pomimo prowadzonych przez niego "eksperymentów seksualnych z dziećmi" spokojnie może szerzyć rewolucyjny zapał w tzw. parlamencie europejskim znów nie będac niepokojonym przez media. Wracając zaś do przypadku Guttenberga - warto zwrócić uwagę, że był on zasadniczo ostatnim prominentnym i faktycznie mającym wpływ na realną władzę stronnikiem opcji atlantyckiej. Może więc wcale nie chodzi tu wyłącznie o honor lecz bardziej o kwestie przesilenia w łonie elit rządzących w Niemczech. 10. 05 marca 2011, 10:23 Oczywiście świat tzw. „zachodu” nie jest idealny. Według mnie chodzi jednak przede wszystkim o proporcje. Wyjątki znajdą się zawsze. Niemcy też nie są wolne od patologii. Są jednak krajem praworządnym, w którym procedury – co czasami jest traktowane także jako zarzut – odgrywają bardzo ważną rolę, a od polityków wymaga się bezwarunkowej odpowiedzialności za czyny i słowa. Dla kontrastu można znów wskazać przypadek poprzedniego prezydenta Niemiec – Horsta Koehlera – który niedawno zrzekł się piastowanego urzędu z powodu swojej medialnej wypowiedzi, którą uznano za niekonstytucyjną. I oczywiście doszukiwano się innych powodów jego decyzji. Ale chodzi o symbol. O jasny sygnał – Konstytucja (czy raczej w przypadku Niemiec Ustawa Zasadnicza) nie może być łamana. Dodajmy również, że zu Guttenberg miał być lokomotywą wyborczą CDU/CSU. Został ministrem obrony ze względu na swoją popularność, która miała niejako „rozmiękczyć” negatywny stosunek Niemców do powiększenia kontyngentu wojskowego w Afganistanie. Bardzo dziękuję za polemiczny głos. Z poważaniem Janusz Lewicki DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
Wrocławski Klub Teologii Politycznej skupia młodych, wrocławskich politologów, socjologów, filozofów, którzy próbują analizować rzeczywistość społeczną nie zamykając się na transcendencję w myśleniu o sprawach kultury i polityki. Myślący, wierzący, politykujący.
E-mail: wroclaw@teologiapolityczna.pl ARCHIWUM BLOGA
POLECAM
KOMENTOWANE
CZYTANE
KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |